Kiedy przychodzi to najgorsze, czyli bardzo złośliwa odmiana białaczki, na Ewie nie robi to żadnego wrażenia, boi się wręcz bardziej, by nie martwić rodziców swoimi omdleniami i ciągłymi wizytami w szpitalu. Postanawia jednak podjąć walkę, ponieważ uświadamia sobie, że nie chce jeszcze umierać.
Można powiedzieć, że bardziej cierpi rodzina niż dziecko, być może także dlatego, że dorośli inaczej patrzą na widma różnych chorób, podchodzą do tego w „poważny” sposób. Tylko ze względu na to, by nie myśleć o zbliżającej się śmierci córki i wnuczki, podejmują się poszukiwania zaginionego anioła, w którego początkowo w ogóle nie wierzą i dzięki temu zdarza się cud, którego tak bardzo oczekiwali, dziecko wraca w końcu do zdrowia.