Wiersz napisany w czasie podróży autora do Egiptu w październiku 1836 roku, pod wpływem uroku aleksandryjskiego zachodu słońca, o czym świadczy końcowy dopisek samego autora: Pisałem o zachodzie słońca na morzu przed Aleksandrią.
Głównym motywem wiersza jest modlitwa skierowana do Boga. Wiersz ma postać monologu podmiotu lirycznego. Wiersz przepełniony melancholią i niezgodą na wolę Bożą.
Autor wiersza jawi się nam jako pielgrzym wygnany z ojczystego kraju: -Żem był jak pielgrzym, co się w drodze trudzi Przy blaskach gromu- który kieruje swoje słowa na tle pięknego zachodu słońca do samego wielkiego Boga – Stwórcy Wszechświata. Autor nie zgadza się na marginalną rolę człowieka w dziejących się na jego oczach przemianach historycznych. O przypisanie tejże roli autor monologu oskarża właśnie Boga. Znawcy literatury polskiej identyfikują samego Słowackiego z autorem przekazu, gdyż wiersz oddaje wiernie stan emocjonalny – pustkę i tęsknotę za ojczyzną – poety pozostającego na obczyźnie.
Poeta rozmawia z Bogiem jak z najwierniejszym przyjacielem przyznając się, iż przed ludźmi może udawać, ale przed Bogiem jedynym nie:
Dla
obcych ludzi mam twarz jednakową,
Ciszę błękitu.
Ale przed
Tobą głąb serca otworzę.
Widok
pięknego zachodu słońca na obcej ziemi wywołuje i potęguje w
poecie uczucie tęsknoty za swoim ukochanym krajem za Polską. Z
treści przekazu możemy łatwo wywnioskować, iż poeta przepełniony
zostaje nostalgią i wspomnieniami. Uczucie to można utożsamiać z
uczuciami ówczesnych Polaków zmuszanych do porzucenia
Ojczyzny czasami na zawsze.
W wierszu autor przyznaje należny Bogu podziw, iż stworzył tak piękną okolicę jak Aleksandria przy czym jednocześnie uznaje on swoją małość i słabość wobec potęgi żywiołów i tego otaczającego go piękna.
Pogrążony w żalu i smutku podmiot liryczne, pozostaje jednocześnie obojętny na uroki natury, gdyż na pierwszy plan wysuwa się jego tęsknota za widokami ziemi ojczystej. Widoku jej nie zastąpi poecie żaden inny widok nawet najcudowniejszego orientu.
Autor przekazu utożsamia się z rolą niepewnego swego losu emigranta, którego jedyną pewnością jest to, iż nie powróci on do ukochanej Ojczyzny, gdyż ta znalazła się w trybach wielkiej historii, która rządzi światem niesprawiedliwie i wbrew boskim i ogólnoludzkim regułom. Podmiot liryczny jawi się także jako spragniony dotarcia do upragnionego portu marynarz :
Dzisiaj,
na wielkim morzu obłąkany,
Sto mil od brzegu i sto mil przed
brzegiem,
Widziałem lotne w powietrzu bociany
Długim
szeregiem.
Żem je znał kiedyś na polskim ugorze,
Smutno mi,
Boże!
(…)
Kazano
w kraju niewinnej dziecinie
Modlić się za mnie co dzień... a ja
przecie
Wiem, że mój okręt nie do kraju płynie,
Płynąc
po świecie...
Więc, że modlitwa dziecka nic nie może,
Smutno
mi, Boże!
Wiersz napisany w czasie podróży autora do Egiptu w październiku 1836 roku, pod wpływem uroku aleksandryjskiego zachodu słońca, o czym świadczy końcowy dopisek samego autora: Pisałem o zachodzie słońca na morzu przed Aleksandrią.
Głównym motywem wiersza jest modlitwa skierowana do Boga. Wiersz ma postać monologu podmiotu lirycznego. Wiersz przepełniony melancholią i niezgodą na wolę Bożą.
Autor wiersza jawi się nam jako pielgrzym wygnany z ojczystego kraju: -Żem był jak pielgrzym, co się w drodze trudzi Przy blaskach gromu- który kieruje swoje słowa na tle pięknego zachodu słońca do samego wielkiego Boga – Stwórcy Wszechświata. Autor nie zgadza się na marginalną rolę człowieka w dziejących się na jego oczach przemianach historycznych. O przypisanie tejże roli autor monologu oskarża właśnie Boga. Znawcy literatury polskiej identyfikują samego Słowackiego z autorem przekazu, gdyż wiersz oddaje wiernie stan emocjonalny – pustkę i tęsknotę za ojczyzną – poety pozostającego na obczyźnie.
Poeta rozmawia z Bogiem jak z najwierniejszym przyjacielem przyznając się, iż przed ludźmi może udawać, ale przed Bogiem jedynym nie:
Dla
obcych ludzi mam twarz jednakową,
Ciszę błękitu.
Ale przed
Tobą głąb serca otworzę.
Widok
pięknego zachodu słońca na obcej ziemi wywołuje i potęguje w
poecie uczucie tęsknoty za swoim ukochanym krajem za Polską. Z
treści przekazu możemy łatwo wywnioskować, iż poeta przepełniony
zostaje nostalgią i wspomnieniami. Uczucie to można utożsamiać z
uczuciami ówczesnych Polaków zmuszanych do porzucenia
Ojczyzny czasami na zawsze.
W wierszu autor przyznaje należny Bogu podziw, iż stworzył tak piękną okolicę jak Aleksandria przy czym jednocześnie uznaje on swoją małość i słabość wobec potęgi żywiołów i tego otaczającego go piękna.
Pogrążony w żalu i smutku podmiot liryczne, pozostaje jednocześnie obojętny na uroki natury, gdyż na pierwszy plan wysuwa się jego tęsknota za widokami ziemi ojczystej. Widoku jej nie zastąpi poecie żaden inny widok nawet najcudowniejszego orientu.
Autor przekazu utożsamia się z rolą niepewnego swego losu emigranta, którego jedyną pewnością jest to, iż nie powróci on do ukochanej Ojczyzny, gdyż ta znalazła się w trybach wielkiej historii, która rządzi światem niesprawiedliwie i wbrew boskim i ogólnoludzkim regułom. Podmiot liryczny jawi się także jako spragniony dotarcia do upragnionego portu marynarz :
Dzisiaj,
na wielkim morzu obłąkany,
Sto mil od brzegu i sto mil przed
brzegiem,
Widziałem lotne w powietrzu bociany
Długim
szeregiem.
Żem je znał kiedyś na polskim ugorze,
Smutno mi,
Boże!
(…)
Kazano
w kraju niewinnej dziecinie
Modlić się za mnie co dzień... a ja
przecie
Wiem, że mój okręt nie do kraju płynie,
Płynąc
po świecie...
Więc, że modlitwa dziecka nic nie może,
Smutno
mi, Boże!