Psychologicznemu eksperymentowi poddane zostaje też poniekąd życie rodzinne bohaterki. Jej świeżo poślubiony małżonek coraz bardziej się od niej oddala i coraz rzadziej przebywa w sterylnym, urządzonym z niezwykłym gustem mieszkaniu, w którym wszystko musi być w idealnym porządku. Podejście Ewy, pełne chłodu emocjonalnego i przywiązania do rozmaitych zasad, skutkuje tym, że przebywanie w domu okazuje się katorgą – nie ma tu miejsca na spontaniczność czy okazywanie bliskim ciepła i miłości. Wszystko musi być podporządkowane niezmiennym regułom. Dlatego mała Aurelka (córka Jedwabińskiej) nie zaznawszy rodzinnego ciepła, opuszcza dom i szuka pomocy u obcych ludzi, u których pragnie odnaleźć to, czego własna rodzina nie potrafiła jej zapewnić. Pani Jedwabińska była bowiem przekonana, że wystarczy zaspokoić podstawowe potrzeby materialne córki, by ta była szczęśliwa. Zupełnie nie brała jednak pod uwagę, że o wiele cenniejsze byłoby okazanie córce matczynego ciepła i poświęcenie jej większej uwagi.
Wydaje się, że pani Jedwabińska nie dojrzała jeszcze do roli matki, a przynajmniej opacznie rozumie, jak powinna ją wypełniać. Swoje przekonania i sztywne zasady chce wpoić córce, pragnąc uczynić z niej silną jednostkę – taką, jaką sama była; jednostkę wyzbytą wrażliwości, chłodnie i rozsądnie podchodzącą do życia. Jednostkę, która – wreszcie – nie ma potrzeby okazywać innym uczuć. To zawsze bowiem oznaką słabości, która nie przystoi silnej jednostce. Uczucie i sentymenty dezorganizują tylko niepotrzebnie życie rodziny.
Przekonania Ewy i wiedza psychologiczna zdobyta z książek nie sprawdzają się jednak w realnym życiu, gdyż trafiają tu na rzeczywisty opór, jakim jest instynkt dziecka i jego naturalna potrzeba miłości, akceptacji i zrozumienia.
Tak naprawdę jednak pod pozorami chłodu emocjonalnego ukrywa się zagubiona i zawiedziona swoim życiem kobieta, która za wszelką cenę usiłuje znaleźć szczęście, choć szuka w nieodpowiednich miejscach. Rada doświadczonego profesora Dmuchawca, by bardziej otworzyć się na potrzeby młodzieży, wcale jej nie przekonuje, gdyż uczniów uważa jedynie za potworki i krnąbrnych oszustów.
Ucieczka Aurelki diametralnie zmienia jednak jej stosunek do córki. Z chwilą jej zniknięcia budzą się w Ewie matczyne uczucia – pragnie za wszelką ceną odnaleźć córkę i zaczyna dostrzegać błędy w swoim dotychczasowym postępowaniu. Na jaw wychodzi, że dziewczynka szukała pomocy, chodząc po mieszkaniach przy ulicy Roosevelta. Aurelia wiedziała doskonale, że w życiu liczy się coś więcej niż dobra materialne. Przyzwyczajona do chłodu emocjonalnego, pragnęła zaznać choć odrobiny ciepła i bliskości, gdyż czuła, że są one jej niezbędne. Niestety ciepłych uczuć i poczucia, że jest kochaną, musiała szukać u obcych. Nie miała bowiem odwagi powiedzieć mamie o swoich potrzebach i zrozumiałych pragnieniach.
Ewa ponosi więc życiową i wychowawczą porażkę. Nie udało jej się wcielić w życie swoich psychologicznych teorii, a przynajmniej okazały się one nieskuteczne w odniesieniu do naturalnego instynktu małego dziecka.
Ostatecznie Ewa postanawia się zmienić i wynagrodzić dziewczynce wszystkie przykrości, jakich zaznała. Cały jej chłód stopniał na widok odnalezionej córeczki, która od tej pory nie mogła już narzekać na brak zainteresowania matki.